Piekne rysunki do pamietnika

Katalog wyszukanych fraz

Pałac Prezydencki.

Temat: Oceniamy ostatnio przeczytaną książkę
"Pamiętnik Cathy" 6/6. Książka sama w sobie piękna i zachęcająca do czytania przez to, jak została wydana. Zostały dołączone do niej notatki Cathy, rysunki, wycinki, dowody a nawet serwetka. Czyli wszystko, co możnaby znaleźć w pamiętniku. To wszystko sprawia wrażenie autentyczności pamiętnika. Jednak poza tym liczy się też cała historia, fabuła. I tutaj..nikt się nie zawiedzie. :) Ten pamiętnik to nieprawdopodobna historia, która przydarzyła się pewnej szalonej (choć w rzeczywistości pogrążonej w smutku i żalu) dziewczynie. Zakochuje się w starszym chłopaku, który nagle, bez powodu, nie chce jej więcej widzieć. Victor - bo tak nazywa się ów chłopak - skrywa pewną tajemnicę. Cathy czuje że coś jest nie tak, i mimo ostrzeżeń przyjaciółki Emmy zaczyna prowadzić swoje własne śledztwo. Od pierwszej strony po prostu wsiąka się w świat Cathy i nie można przerwać lektury, dopóki nie zostanie wyjaśniona przyczyna zniknięcia Victora i wiele innych tajemniczych spraw... Niesamowita, wciągająca, interesująca. Książka po prostu świetna. Każdy powinien ją przeczytać, a z pewnością nie będzie żałować.
Źródło: kochajmyksiazki.fora.pl/a/a,21.html



Temat: Książka Pamiętnik Cathy
Czytałam. Pozwolę sobię napisać dokładnie to co w innym wątku, w którym ją opisałam. : Książka sama w sobie piękna i zachęcająca do czytania przez to, jak została wydana. Zostały dołączone do niej notatki Cathy, rysunki, wycinki, dowody a nawet serwetka. Czyli wszystko, co możnaby znaleźć w pamiętniku. To wszystko sprawia wrażenie autentyczności pamiętnika. Jednak poza tym liczy się też cała historia, fabuła. I tutaj..nikt się nie zawiedzie. Ten pamiętnik to nieprawdopodobna historia, która przydarzyła się pewnej szalonej (choć w rzeczywistości pogrążonej w smutku i żalu) dziewczynie. Zakochuje się w starszym chłopaku, który nagle, bez powodu, nie chce jej więcej widzieć. Victor - bo tak nazywa się ów chłopak - skrywa pewną tajemnicę. Cathy czuje że coś jest nie tak, i mimo ostrzeżeń przyjaciółki Emmy zaczyna prowadzić swoje własne śledztwo. Od pierwszej strony po prostu wsiąka się w świat Cathy i nie można przerwać lektury, dopóki nie zostanie wyjaśniona przyczyna zniknięcia Victora i wiele innych tajemniczych spraw... Niesamowita, wciągająca, interesująca. Książka po prostu świetna. Każdy powinien ją przeczytać, a z pewnością nie będzie żałować.
Źródło: kochajmyksiazki.fora.pl/a/a,496.html


Temat: W ŻYCIU PIĘKNE SĄ TYLKO CHWILE - KONIEC
Zaczynam wklejać moje pierwsze opowiadanie o chłopakach z Cinema Bizarre. Jest ono pisane w formie takiego pamiętnika. Nie będę przynudzała. Zapraszam! ~.~ "W ŻYCIU PIĘKNE TYLKO CHWILE" CZĘŚĆ I ~.~ Zastanawiam się, po co zaczęłam to pisać? Z nudów? Z przyzwyczajenia? Z chęci opisania czegoś? Nie. To całkiem co innego. Zaczynając to, co teraz chcę skończyć raz na zawsze, nie wiedziałam, że będę się tak męczyła. Że to wszystko momentami będzie ponad moje siły. Starałam się zrobić wszystko, by choć raz jeszcze poczuć to, co wtedy. Chyba już nigdy nie będzie mi to dane. Zresztą, po co? Czy znowu chcę być porzucona w najbardziej ohydny sposób? Czy znowu chcę, by moje serce zamieniło się w bezwładną rzecz, która rozbita na miliony kawałków nie może pokochać już nikogo? Miłość. Czym ona jest? Nie dającą się przezwyciężyć siłą, która rozkłada na łopatki nawet najbardziej twardych osobników? A może jest bezkształtną, słabą duszą, która szuka kogoś, kto mógłby ją przywrócić do życia i opiekować się nią jak swoim rodzonym dzieckiem? Ale jak potem odpłaca się za to wszystko ta Miłość? Zostawia właśnie to złamane serce, miliony wspomnień, które bolą, chwile, które na zawsze będą żyły w pamięci zranionej osoby. Trudno mi znowu do tego wracać. Łezka kręci się w oku, gdy obrazy zaczynają przelatywać pod zamkniętymi powiekami. Jacy jesteśmy na tych obrazach? Szczęśliwi, roześmiani, mający wielkie plany. Co z tego zostało? Łzy, upokorzenie i złamane serce. Nie życzę tego nikomu. Przypominam sobie pierwsze spotkanie z moją wielką miłością… Ciepłe popołudnie. Berliński skwerek, którym spacerowałam, przyciągał tłumy. Lubiłam to miejsce. Miałam w nim taki mały zakątek, do którego nie chodził nikt. Był tam spokój, cisza przerywana śpiewem ptaków. Moje małe królestwo, w którym rysowałam. Pamiętam nawet, w co byliśmy ubrani. Miałam niebieskie dżinsy, sandały na koturnach i koszulę z kwiatkami, on kremową bluzę, czarną kurtkę z łańcuszkami, dżinsy i ciężkie buty. Byłam zdziwiona, gdy go zobaczyłam. Pomyślałam, że ubrał się niestosownie do pogody. Nigdy nie zapomnę spojrzenia jego niebiesko – zielonych oczu spod przydługiej grzywki czarnych włosów. Mały, trochę zadarty nosek i ślicznie wykrojone usta. Uśmiechał się, a jego cała sylwetka wydawała się promienieć. Zauważyłam go, jak szedł alejką. Na głowę miał zarzucony kaptur z bluzy, która wystawała spod rockowej kurtki. Odwróciłam wzrok i wróciłam do malowania. Biała kartka papieru powoli przybierała różne odcienie szarości. - Lubisz malować? – cichy, ale dźwięczny głos, odwrócił moją uwagę od rysowania. Podniosłam głowę i z nieukrywanym zaciekawieniem spojrzałam na kucającego przede mną chłopaka. To był on. Czarnowłosy, którego obserwowałam kilka minut temu. - Kocham rysunek. Nie wyobrażam sobie bez niego życia – odpowiedziałam i ponownie zaczęłam przesuwaćówek po kartce ze szkicownika. - Nazywam się Kristian, ale przyjaciele wołają na mnie Kiro. - Lena – uścisnęłam rękę, którą wyciągnął w moją stronę. Uśmiechnął się i usiadł obok mnie. Oparł głowę o pień drzewa i zamknął oczy. Wyglądał intrygująco. Miałam nieodpartą ochotę, by dotknąć jego twarzy, zsunąć kaptur i zanurzyć palce w kruczoczarnych włosach. Kiro miał w sobie to coś, co przykuwało uwagę. Zostawiłam niedokończony krajobraz i przewróciłam kartkę. Ponownie przyłożyłam ołówek do papieru. Zamknięte oczy, nos, usta, zarys twarzy i włosy. Powstawał portret mojego nowego kolegi. Spojrzałam na rysunek, podnosząc kąciki ust do góry. - Mogę cię narysować? – Kristian otworzył oczy i obrócił głowę w moją stronę. Wręczyłam mu szkicownik i ołówek. - Siedź tutaj – powiedział, podnosząc się z ziemi. – Pójdę trochę dalej, by uchwycić całą twoją sylwetkę. Kiwnęłam głową i siadłam wygodniej. Co kilka sekund spoglądałam w kierunku chłopaka... Czy już wtedy miedzy nami zaiskrzyło? Raczej tak. Był to jednak mały promyczek, który zamieniał się w tęsknotę, gdy ta druga osoba oddalała się po pożegnaniu lub kiedy nie dawała żadnego znaku. Miłość od pierwszego wejrzenia? Nie, to nie było to. Byliśmy dobrymi przyjaciółmi, którzy w każdej chwili mogli na sobie polegać. Od pamiętnego spotkania minęły trzy lata, a pamiętam to tak, jakby zdarzyło się wczoraj. To miejsce w parku nie jest już moim azylem. Staram się nie przebywać tam, gdzie wszystko kojarzy się z Kiro. Wiem, że od wspomnień nie ucieknę. Staram się jednak, by bolały jak najmniej… c.d.n. dnia Śro 20:21, 17 Wrz 2008, w całości zmieniany 5 razy
Źródło: cinemabizarreboard.fora.pl/a/a,8.html


Temat: Artykuły w prasie: gdzie i kiedy
Galenolas zapodała linka do artykułu: http://wyborcza.pl/1,8897...l_trylogie.html Siedemdziesiąt lat temu wydrukowanie tej książki w takim kształcie było niemożliwe. Ilustracji nie można prosto oddzielić od tekstu, bo tekst często wprost żartobliwie połączony jest z ilustracjami - z tekstu wyłania się strzałka prowadząca w pewne miejsce na rysunku, opisana: "Tu stał samochód, ale nie chciało mi się go narysować" Po sukcesie "Hobbita" w 1937 r. szczęśliwy wydawca Stanley Unwin zamówił u Tolkiena następną książkę dla dzieci. Zaskoczony własnym sukcesem oksfordzki wykładowca historii angielskiego pokazał zawartość swojej szuflady, ale rozczarowany Unwin nie znalazł w niej nic dla siebie. Część utworów Tolkiena, które później ukazały się w tomie "Silmarillion", nie nadawała się zupełnie dla dziecięcego czytelnika. Z "Panem Błyskiem", historyjką wymyśloną przez Tolkiena dla własnych dzieci, sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Unwinowi spodobała się ta surrealistyczna humoreska o ekscentrycznym panu Błysku, miłośniku wysokich kapeluszy i pokątnym hodowcy tajemniczego Żyrokrólika. Pan Błysk kupuje sobie piękny nowy samochód (a właściwie wymienia na niego swój stary rower), a jego pierwsza w życiu przejażdżka prowadzi go przez absurdalne przygody. Dość powiedzieć, że przejażdżkę przerywa w końcu porwanie przez trzy niedźwiedzie (które na szczęście okazują się w końcu całkiem przyjacielskie i skore do pomocy). Ta historia ma w sobie coś z Lewisa Carolla i coś z Borisa Viana. Uroku dodają jej autorskie ilustracje kredkami i tuszem samego Tolkiena. I właśnie te ilustracje sprawiły też, że Stanley Unwin odrzucił rękopis. Nawet dzisiaj, w dobie Quarka, CMYK-a i farb Pantone, wierne odtworzenie w druku rysunków zrobionych kredką i tuszem jest wyzwaniem. Paradoksalnie drukarzom łatwiej jest wydrukować realistyczną fotografię niż odręczny rysunek bez szwanku dla pierwotnych kolorów. Siedemdziesiąt lat temu wydrukowanie tej książki w takim kształcie było niemożliwe. Ilustracji nie można prosto oddzielić od tekstu, bo tekst często wprost żartobliwie połączony jest z ilustracjami - z tekstu wyłania się strzałka prowadząca w pewne miejsce na rysunku, opisana: "Tu stał samochód, ale nie chciało mi się go narysować". W finale mamy też kartkę z pamiętnika pana Błyska, na której ten dokonał podliczenia kosztów swoich przygód.ówny bohater to obsesyjny sknera i prowadzi skrupulatną księgowość, odnotował, że wydarzenia opisane w tej książce kosztowały go razem 3 funty, 16 szylingów, 7 pensów i półpensa (w tym: honorarium niedźwiedzi: 2 szylingi i 6 pensów; licencja na Żyrokrólika: 7 szylingów i 6 pensów). Ta księgowość byłaby nudna, gdyby ją wydrukować jako tabelę - jest bardzo zabawna, gdy widzimy ją pięknie wykaligrafowaną na kartce z pamiętnika (z zagiętym rogiem i domalowanym kleksem). Tolkien obiecał Unwinowi, że przerysuje swoje ilustracje tak, żeby nadawały się do druku, ale nigdy tego nie zrobił - i całe szczęście, bo zamiast tego zaczął pisać "Władcę pierścieni". Manuskrypt "Pana Błyska" nigdy nie ukazał się za jego życia. Polskie wydanie to edytorskie cacko. Oryginalny rękopis Tolkiena wraz z ilustracjami mamy na stronach parzystych, strony nieparzyste zaś przynoszą drukiem polski przekład. Można się więc cieszyć książką na wielu poziomach - można ją po prostu przeczytać, ale można też podziwiać kaligraficzne pismo przedwojennego profesora, przy okazji doskonaląc swój angielski. Dla miłośnika Tolkiena jest to zaś po prostu pozycja obowiązkowa. Polskie wydanie zbiega się z sezonem świątecznych zakupów. Faktycznie, książka może być świetnym prezentem dla bardzo wielu osób (dla dzieci, uczących się angielskiego, fanów fantasy). Ostrzegam tylko przed jednym - opakowany w kartonowe etui "Pan Błysk" na pierwszy rzut oka (oraz na pierwszy dotyk palców) kojarzy się raczej z pudełkiem ekskluzywnych czekoladek. Przy całej mojej miłości do fantastyki muszę przyznać, że poczułem jednak pewne rozczarowanie. Przy okazji... Jest tam zwiastun jakiegoś filmu animowanego...
Źródło: elendili.nazwa.pl/viewtopic.php?t=96